Advertisement

Łowcy bzdur, czyli Tech-Detox cz.4

Advertisement

Łowcy bzdur, czyli Tech-Detox cz.4

Taką mamy konwencję, że opisujemy sobie tutaj rzeczy dziwaczne i podejrzane. Trudno. O pozytywnych i krzepiących zjawiskach może następnym razem, dziś ponownie o tym, co jest irytujące.

Irytujące są na przykład rzeczy przereklamowane.

Człowiek posłucha, da się przekonać, napali się na coś, po czym przychodzi chwila prawdy i nic, zawód i złość na siebie. Muszę się przyznać, że daję się wkręcać regularnie i tylko wrodzone lenistwo nie daje mi zamieniać się w aktywistę za każdym razem, gdy ktoś

oznajmi, że nadeszła rewolucja. Notuję sobie jednak w pamięci wszystkie obietnice i czasami rozliczam. Dziś rozliczymy sobie rok 2016. Co było gorące i rewolucyjne w ubiegłym roku i jak to się skończyło.

Druk 3D

Kto chciałby mieć drukarkę 3D w domu? Wszyscy! Po co? Nie wiadomo. O ile rozumiem opowieść o druku 3D dla biznesu – prototypowanie, części zamienne, unikalne konstrukcje, to entuzjazm publiki co do tego zjawiska jest niezrozumiały. Jak na razie drukarki 3D zmieniły tylko stan konta producentów drukarek 3D oraz kilka projektów na uczelniach. Nie znam żadnej usługi „dla wszystkich” i nie wiem nic o tym, żeby miałoby się to szybko zmienić. Drukarki można kupić, tylko jakoś nie ma na razie pomysłu po co. Wiem, że to może się zmienić i pewnie się zmienia, na razie jednak zjawisko pod tytułem druk 3D wpada u mnie do koszyka „przereklamowane technologie”.

Drukarka 3D

Big Data

O, słyszę już szum oburzenia. Jak to big data przereklamowane? Przecież analiza statystyczna bardzo dużych zbiorów danych to Przyszłość! Otóż większość aplikacji, które widziałem to były po prostu dobrze zrobione wizualizacje danych, które byłyby dobrymi wizualizacjami nawet bez bardzo dużych zbiorów tych danych.

Zgadzam się, że na przykład działa wykrywanie oszustw finansowych na podstawie analizy dużej liczby transakcji, ale dla większości ludzi big data czy deep learning nie oznacza za wiele. Nie dowiadujemy się o sobie szczególnie więcej, biznes nadal nie ma dobrego pomysłu jak na tym zarabiać. Może wiedzą to Facebook czy Google, ale raczej z nami tą wiedzą się nie podzielą.

Boty

To było zastanawiające od początku. Dlaczego wszyscy się tym tak podniecali? “Hej, teraz zamiast z żywym człowiekiem w sklepie czy serwisie online będzie można rozmawiać z botem! I ten bot będzie potrafił coś Ci sprzedać!”

Czego te internety nie wymyślą! Serio? Serio mamy za dużo miejsc pracy i za dużo empatii? Nie cierpię załatwiania czegokolwiek przez interfejs bota. Sto razy bardziej wolę po prostu kliknąć, wybrać opcję, koniec. Pomysł, że będzie mi się jakoś lepiej kupowało online w towarzystwie programu udającego miłego sprzedawcę jest lekko podejrzany i trochę smutny. Pewnie się nie znam.

Android bot

Boty 2

Och ile radości i śmieszków, ile cytatów i „ukrytych niespodzianek” mają w sobie wirtualne asystentki i asystenci w stylu Siri, Google Now czy Cortana. I to w zasadzie tyle. Wszystkimi tymi gadżetami można się chwilę pobawić, jednak nie znam nikogo, kto by na serio z tego korzystał.

Oczywiście winą za ten stan w dużej mierze można obarczyć fakt, że nie ma dobrych wersji polskich, ale nawet znani mi użytkownicy angielskiego tak naprawdę z tego nie korzystają. Dlaczego? To nie jest do końca jasne. Samo rozpoznawanie mowy to naprawdę świetna rzecz, sam korzystam z tego do robienia szybkich notatek, ale interfejsy głosowe jakoś nie rozgrzały rynku. Może jeszcze rozgrzeją? Może lepiej się rozgoszczą w smart home niż w smartfonach? Na razie jednak lądują w koszyku, razem z poprzednikami.

Wearables

To dla mnie trudniejszy temat, bo używam smartwatcha i sobie chwalę, jednak uczciwość nie pozwala mi udawać, że noszone gadżety istotnie zrobiły rewolucję na rynku. Parę lat temu myślałem że dziś nie będziemy używali smarfonów tylko jakiegoś rodzaju sieci osobistej (wiem, wiem, to dziś dość głupio brzmi). Że zegarek razem z okularami, słuchawkami i nie wiem, sygnetem, będą kolektywnie nam służyć jako codzienna pomoc w komunikacji i życiu.

Nic z tego. Wearables jak na razie są lata świetlne od bycia niezbędnymi. Siedzą sobie w przegródce gadżetów dla nerdów. Jestem pewien, że kiedyś wyjdą na światło dzienne, ale na razie siedzą.

VR

O nie Łabuda, przesadzasz – przecież Zuckerberg powiedział że VR to przyszłość. Jest Oculus, jest Vive, jest Daydream, Playstation, są gry, jest CZAD!

Nie. Jak na razie czadu na pewno nie ma. Był efekt nowości, jest kilka fajnych materiałów, ale jak na początek roku 2017, to trudno jest powiedzieć, że dźwiganie na twarzy kawału plastiku jest zabawne.

Próbowałem większości tych urządzeń i świetnie się bawiłem jakieś 10 minut, potem wolałem pogadać z kimś albo napić się piwa – zdecydowanie bardziej wciągające. Oczywiście technologia działa i robi wrażenie (na przykład zdjęcia 360 z Marsa), ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to taka atrakcja, coś jak kino 4D – niby fajnie, ale… wolę oglądać normalnie. Ciekawiej wygląda AR, zobaczymy czy w urządzeniach, które normalnie będzie można kupić w sklepie nadal fajność zostanie zachowana.

HTC Vive

Social Media

No, to już może kogoś zdenerwować. W końcu media społeczne zdobywają świat! Jak szalone zabierają przestrzeń mediom klasycznych razem z budżetami i odwiedzinami. Tak, to prawda. Jednak miałem wrażenie, że obiecywały raczej nowy etap w dziejach dzielenia się informacjami i budowaniu więzów.

Tymczasem podnoszą się głosy, że bywa tak, że social coraz częściej szkodzi. Nie wgłębiam się w to, jak wpłynął Tweeter na wyniki wyborów w USA albo w to, czy łatwiej jest kogoś zaszczuć czy rozpowszechniać fake-news. Doceniam, że łatwiej jest gromadzić się wokół idei dobrych i pomocnych. Rzecz jednak polega na tym, że okazało się, że nie ma prawdziwych darmowych lunchów i że w tym schemacie to my jesteśmy darmowym lunchem, co daje nam powód, żeby uzupełnić koszyk „Przereklamowane” o kolejną pozycję.

Dziękuję odwiedzili ten post Łowcy bzdur, czyli Tech-Detox cz.4. Mam nadzieję, że to jest pomocne dla Ciebie

Source link

Advertisement